• JAK ŻYĆ?
  • Z Kasą. To pewne.

Taki napis widnieje na jednym z billboardów, który wczoraj zwrócił moją uwagę. Ludzkość bowiem — faktycznie — zdaje się bardziej niż kiedykolwiek zadawać to pytanie. Pamiętam, gdy kilka lat temu sam zacząłem je głęboko kontemplować.

Byłem jeszcze nastolatkiem i wkroczyłem właśnie w ten okres swojego dojrzewania, gdzie pojawiają się te wszystkie dotąd absolutnie niepociągające pytania o sens życia, o to, w którą pójść stronę; o to, kim jestem, kim chciałbym być — ha! — kim będę kiedy dorosnę?

Jak więc Żyć?

Oczywiście odpowiedzi płynące ze szkoły, od rodziców, księży katechetów itp. — były dość jednoznaczne: bądź dobry, grzeczny, ucz się pilnie, pracuj ciężko, myśl o przyszłości… ale przede wszystkim: czym Jaś za młodu, tym Jan w przyszłości. Czyli, że pieniądze w życiu są najważniejsze. Przetrwanie jest rzeczą pierwszorzędną, więc oczywiście moim zadaniem, jako młodego człowieka, jest zrobić wszystko, aby się przysposobić do jak najpomyślniejszej finansowo przyszłości.

Te odpowiedzi doprowadzały mnie do wielkiej depresji. Tak bardzo, że postanowiłem wkroczyć na ciemną stronę i stać się niepoprawnym”metalem”. Zacząłem słuchać “złej”, ciężkiej muzyki, chodzić ubrany na czarno, zapuszczać włosy i absolutnie lekceważyć życiową powagę, zamykając się w wirtualnym świecie Linuksa, języków programowania i gier komputerowych. (moja pierwsza strona internetowa była poświęcona hołdowi dla Merlina Mansona 🙂 )

To był mój bunt przeciw normalności. Bunt przeciw staniu się kolejnym szczurem w gonitwie po bezpieczną przyszłość i wakacje na Krecie raz do roku. Ja chciałem w życiu czegoś więcej — przecież musi być coś więcej, musi być jakiś głębszy sens istnienia niż tylko praca i emerytura. A śmierć? Co się z nami dzieje po tym krótkim występie na scenie życia?

Co jest dalej?

To pytanie rozżarzyło moje węgle do czerwoności słońca. Sprawiło, że zacząłem eksplorować poza ramy katolickiego światopoglądu. I co za szczęście, że w ostatniej klasie gimnazjum pojawiło się kilka eksperymentalnych lekcji z historii filozofii. To jakby ktoś otworzył mi wielkie drzwi. Ja się w niej zakochałem. Filozofia stała się moim wyjściem ze świata heavy metalu do poznawania większych krajobrazów ludzkiej myśli. Jest takie powiedzenie, że: “Wszechświat konspiruje by spełniać twoje marzenia.” — właśnie tak się wtedy czułem.

Świat Linuksa i programowania nie był już tylko komputerowy, ale odsłonił mi swoją stronę filozoficzną: wolność oprogramowania, otwarte źródła, różnego rodzaju manifesty i sposoby myślenia zaklęte w językach programowania, i społecznościach niezliczonych dystrybucji tego systemu. Świat komputerów jest przesiąknięty myślą filozoficzną i religijną. Wszystko jest nią przesiąknięte. Za wszystkim stoi jakaś filozofia i systemy wierzeń… właśnie — systemy wierzeń! Wcześniej jakoś tego nie dostrzegałem. Wszystko jest systemem wierzeń. I któż wie które z wyznań ma rację? Które wierzenia są słuszne? Któż wie co tak naprawdę jest Prawdą?

Musiałem się odnaleźć w tym nowym, szerokim świecie. Jakoś określić siebie, znaleźć punkt zaczepienia, musiałem przecież kimś się stać, wyrzeźbić tę osobowość wrażliwości i odkrywczej pasji, którą byłem. I tutaj pojawił się głęboki ból. Pewnego dnia w ogrodzie pod moim ulubionym orzechem coś we mnie się obudziło. Zacząłem płakać i wołać do Boga. Poczułem ból, wielką tęsknotę pragnienie powrotu do jedności z Bogiem, do Domu. Nie było odwrotu, ów mistyczne pragnienie swoją pasją przyćmiło wszystko inne.

To było wbrew mojej ludzkiej woli. To była Trąba Gabriela — tak teraz bym to nazwał. Opętała moją istotę. Chciałem wstąpić do klasztoru i zgłębiać mistycyzm istnienia, połączenia z wiekuistym Stwórcą. Zabawna rzecz, ale szukając klasztoru który byłby odpowiedni natknąłem się na ideę Jezuitów buddystów.

Buddyzm. To było niemal jak przeznaczenie. I w tamtych czasach nikt nigdzie o tym nie mówił. Słowo buddyzm było dla mnie czymś zupełnie nowym, ale poczułem że ja właśnie tego chcę — Nirwany.

Pamiętam moje pierwsze buddyjskie książki kupione na zimowych wagarach w supermarkecie: Inteligencja Emocjonalna Daniela Golemana oraz Buddyzm Tybetański Dalajlamy.

Pamiętam pierwszą medytację. Pamiętam teraz jak to wszystko popłynęło niczym lawina. Joga, hinduizm, metoda Silvy, Tai Chi, Rei Ki, książki ks. Sedlaka, fizyka kwantowa, Życie i Nauka Mistrzów Dalekiego Wschodu, matura, studia filozoficzne, marihuana, rastafarianizm, Złota Księga Saint-Germain’a, Drzwi do Percepcji Aldousa Huxley’a itd. Itp.

I moje doświadczenia, mistyczne objawienia, dziwne energie, medytacyjne haje wspomagane marihuaną, i tęsknota. Olbrzymia tęsknota za czymś więcej! Za tym czymś, co nawet ciężko zdefiniować… Bogiem, Nirwaną, Domem, uczuciem spełnienia…?

To było właśnie to pytanie: jak żyć? Kim być?

To była podróż piękna, trudna, ciężka, cholernie satysfakcjonująca, niesamowita, magiczna — och piękna po prostu. Wielka pasja stania się tym Kimś, którym chciałem się stać. Kimś wolnym i odłączonym od szczurzej pogoni za wygodnym domem, wzorową rodziną i samochodem budzącym respekt sąsiadów.

Minęła dekada i patrzę wstecz. Czy osiągnąłem swój cel? Czy jestem Wzniesionym Mistrzem na Ziemi? Czy jestem Buddą? Czy jestem ponownym przyjściem Chrystusa? Czy jestem tym KIMŚ? Tak… i nie.

Bo to coś zupełnie innego niż mógłbym oczekiwać. Przeczytałem wieeele książek, lecz żadna z nich nie oddaje tego kim jest ów Mistrz na Ziemi. Wszystkie dotyczą czasów które przeminęły. Są niewspółczesne, nieaktualne — raczej wręcz błędne.

Istnieje teraz nowy front, nowy horyzont eksploracji, nowy kontynent, gdzie płyną śmiałkowie… a może szaleńcy? Podobno każdy jeden z wielkich odkrywców/artystów/naukowców był szaleńcem!

Nowy front ludzkości, nowy front każdego indywidualnego, unikalnego, pojedynczego człowieka to jego/jej ŚWIADOMOŚĆ. To ona jest tym czymś, czego szukałem. Nie Bóg, nie Dom, nie Nirwana, nie Oświecenie — lecz ŚWIADOMOŚĆ. Jest to odkrycie, które każdy może podjąć sam. Jest to podróż, którą trzeba odbyć samemu. Podróż do nowego lądu, który kryje się gdzieś za horyzontem twojej własnej Jaźni.

Jeżeli czujesz teraz trąbę Archanioła Gabriela wygrywającą Ci w Sercu pieśń nowej przygody, nadziei i tęsknoty za nieznanym, Nowym Światem — usiądź wygodnie, weź głęboki oddech i powiedz: Jestem Gotowy.

Jak Żyć?

Ze Świadomością.

To ekscytujące!