Autorka grafiki: ©Anna Sarbok, www.sztukaserca.com.pl

Jestem przeto człowiekiem, który żyje inaczej. Jestem człowiekiem, który ma w sobie coś innego. Nie to że jestem lepszy niż inni, tylko ja poświęciłem swoje życie odkrywaniu Prawdy na temat tego, kim jestem. A to odkrywanie to właśnie proces integrowania aspektów. Przyjmowanie każdego z nich, tak, by mógł zostać sprowadzony do miłości Duszy. Do mistrzowskiej, kreatywnej świadomości. Właściwie jest to coś obecnego w każdej religii. Myślę nawet, że proces ten jest podstawą i fundamentem — powodem powstania każdej duchowej ścieżki. Od pradawnego hinduizmu i joginicznej metamorfozy, przez buddyzm, animizm, taoizm, szamanizm, judaizm, chrześcijaństwo oraz islam, aż po współczesną psychologię, hipisowskie nurty New Age i ezoteryczne internetowe sekty. Wszystko to jest przejawem owieczek, które pragną być z powrotem u Pana… czy Pani — bo przecież to to samo. Człowiek od zarania dziejów zaczął zdawać sobie sprawę, że jest coś więcej niż tylko trudy, udręki i przyjemności doczesnego życia. Mamy to w swoim rdzeniu — pragnienie duchowego spełnienia. Rodzaju mistrzostwa.

Teraz więc powiem wam, czym dla mnie jest to słowo. W moim odczuciu, w moim słowniku „Mistrz” to po prostu człowiek, który kieruje się głosem swojej intuicji, czy serca — tego, co czuje, że jest dla niego słuszne w danej chwili. Mistrz to człowiek, który ufa sobie i jest prawdziwy. Ktoś, kto jest świadomy i choć nieustannie tworzy nowe, to również nieustannie integruje swoje aspekty. Nie trzyma żadnej owieczki na dystans. Nie odrzuca żadnej części siebie. Jest cały i kompletny w sobie — suwerenny i niezawisły. Kreatywny. Koherentny. W zgodzie ze sobą.

Jakbym mógł to wyjaśnić? Jak bym mógł kogoś do tego przekonać? A gdybym mógł cofnąć się w czasie i powiedzieć sobie 15 lat temu, żeby wbrew wszystkim przeciwnościom, wbrew temu co mówią mu inni a nawet jego własny zdrowy rozsądek — żeby on wszedł w ten dziwny świat duchowej tułaczki…

I co miałbym mu powiedzieć? Zapewne, że czeka go wspaniałe Mistrzostwo i umiejętności cudotwórcze, charyzma ponad horyzont, magiczne zdolności, podróże do innych rzeczywistości, poczucie wolności i nieustannego szczęścia? Herbatka w towarzystwie Jezusa, Buddy, Kriszny, Saint-Germain’a itd.?

Raczej nie, bo to wszystko nieprawda. Znaczy może poniekąd prawda, ale w zupełnie odmienny sposób.

Jedyne co bym pewnie potrafił mu powiedzieć, to że czeka go wilcza przygoda. Powiedziałbym mu — nie używając ani jednego słowa — że jego życie będzie raczej trudne i samotne, bo to ścieżka przez ciemną dolinę własnej Jaźni. Powiedziałbym mu to wszystko energetycznie. Na pewno żeby po prostu zaczął kochać Siebie w tym wszystkim, bo to już i tak jest bardzo wyzywający, trudny proces.

Zapewne chciałbym mu przekazać, że to wszystko będzie inne, niż mógłby oczekiwać, żeby nie spieszył się z niczym. Żeby nie usiłował nic osiągnąć, ponieważ wszystko i tak będzie inaczej! Powiedziałbym, że pewnie większość jego planów i aspiracji spełznie na niczym, i będzie wielokrotnie czuł, jakby wszystko zrobił źle. Jakby nic nie działało, jakby był sam w tym wszystkim, jakby już nawet nie wiedział kim jest.

Powiedziałbym jednak, aby ufał i szedł dalej własną drogą. Bo po drugiej stronie tego mostu mieczy ponad całym istnieniem, po drugiej stronie tych ostrych cięć i metamorfozy — jestem JA. Ja z potencjału przyszłości — ja, który już przeszedłem ten most i dlatego wiem, że pomimo bólu, oporu i trudności ten most warto przejść.

Bycie „Mistrzem” to wyobraźnia i kreatywność. To cieszenie się życiem bez poczucia winy i wstydu. To w sumie bardzo prosta, naturalna i bardzo radosna rzecz.

Most Mieczy jest jak pralka, która wypiera z Ciebie wszystko to, co już tobą nie jest. Most Mieczy zmusza Cię do wzięcia w posiadanie swojego Miecza Prawdy, nie by ciąć nim niewiernych, lecz by świecić nim na rzeczywistość i ukryte weń potencjały.

Jest Świetlny Miecz Prawdy, który odziera oczy ze szmat iluzji i odświeżającym tchnieniem zatrzymuje czas, abyś mógł dosłyszeć wołające Cię ścieżki. Drogi jeszcze niezbudowane, niezbadane korytarze istnienia…

Może trochę niebezpieczne, może wydają się być nazbyt nowe i nielogiczne… Może mój umysł poddaje się łzami i śmiechem, gdy poprzez serce tętnią te myśli nowych idei… ale to nimi wiedzie droga do wolności.

Niech zabrzmią we mnie te czyste, słodkie melodie mojej własnej Pełni! Niech wszelki odejdzie zamęt i zgiełk, gdym zanurzony w swojej esencji, słodko tej chwili poddaję się. Nie umiem sklecić tych słów, by całkowicie oddać uczucia, które tam są — tętniące w moim sercu.

Nie potrafię jeszcze sam zrozumieć Siebie. Lecz wiem, że ten ktoś kryjący się w głębi mojego wnętrza to nikt inny! Ja jestem. Ja istnieję!

Oto ścieżka: Trąba Gabriela, Most Mieczy Michała, Odwaga Rafaela i w samego Siebie wiara!